Tym stworzonkiem jest pies.
Razem z narzeczonym adoptowaliśmy go ze schroniska.
Czemu akurat on. Wystarczyło popatrzeć się na jego pyszczek i zachowanie. Wiedzieliśmy, że on będzie naszym nowym przyjacielem, członkiem rodziny. Naszym małym dzieciątkiem.
W schronisku miał na imię Kurek, my nadaliśmy mu nowe imię DżejDżej.
Ma zaledwie rok i 5 miesięcy. Nie wiem jak ktoś mógł wyrzucić tak młodego i kochanego psa.
Nasze życie wywróciło się do góry nogami.
Z początku w ogóle nie słuchał. Robił co chciał mimo zabraniania mu.
Pracy musieliśmy dużo włożyć w jego wychowanie i do tej pory to robimy.
Niszczył wszystko co nawinęło mu się pod łapki. No była zgroza.
Ale uspokoił się. Teraz wie, że nigdy go nie oddamy, że kochamy go bardzo mocno. Jest teraz naszym oczkiem w głowie, takim samym jak Marlenka i Florka. Nie wyobrażamy sobie bez tego psiaka życia. Tyle radości nam daję codziennie. Z dnia na dzień coraz więcej. Potrafi pocieszyć, rozbawić do łez.
Jednak nigdy nie zastąpi mi w życiu Alfa, który jednak był moją bratnią duszą. Ale wiem, że za TM daję mi siłę, wsparcie i że jest przy naszym DżejDżeju. Ale o Alfię napiszę w następnym wpisie.








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz